poniedziałek, 26 października 2015

Powiedz wilkom, że jestem w domu




 
Tytuł: Powiedz wilkom, że jestem w domu
Autor: Carol Rifka Brunt
Wydawnictwo: YA!
Kategoria: literatura młodzieżowa   
 
Ocena:  ★ ★ ★ ★






Mistrzowska, wzruszająca opowieść o stracie i nadziei. Wielka odwaga autorki w mierzeniu się z bólem młodej bohaterki. Obie wychodzą z tej próby zwycięsko.
June, bohaterka powieści, wrażliwa nastolatka przyjaźni się z wujem Finem. Gdy wuj umiera, wraz z nim odchodzi cały świat. Powieść pokazuje przejście ze świata dzieciństwa do dorosłości, uczy jak na nowo budować samego siebie, jak odnaleźć się w sytuacji straty. 
Problem AIDS, społeczne wykluczanie, bezsilność a jednocześnie nadzieja tworzą niezwykłą emocjonalną kompozycję, która sprawia, że wzruszony czytelnik uzna tę powieść za ważny głos w dyskusji o psychologii okresu dojrzewania."

Życie przypominało zwężający się tunel. W momencie narodzin miał olbrzymie rozmiary. Można było być, kim się tylko chciało. Ale dosłownie chwilę później tunel zwężał się mniej więcej o połowę."
  
Gdy ma się zegarek, czas przypomina wodę w basenie. Ma krawędzie i boki. Bez zegarka czas jest jak ocean. Rozlewający się i olbrzymi."

Powiedz wilkom, że jestem w domu zapowiadało się naprawdę świetnie - poważny, oryginalny i dotąd niespotykany w literaturze  młodzieżowej temat choroby AIDS, opis zapowiadający łzy, silne uczucia wywołane przebiegiem zdarzeń, bohaterkę w wieku osób czytających...
W ostatnich dniach swego życia Finn maluje obraz przedstawiający dwie skłócone siostry - June oraz Gretę. Wkrótce potem umiera. Na AIDS. Wydarzenie to oznacza niemalże koniec świata dla jego chrześniaczki June. Nastolatka spędzała dużo wolnego czasu z wujkiem. Można by powiedzieć, że była to dla niej jedyna bliska osoba, bo wśród rówieśników uchodziła raczej za dziwaczkę.
Rrzeczywiście śmiało nazwałabym ją dziwaczką. Dziewczyna uwielbiała średniowiecze, nosiła niemodne botki, była nieśmiała, o niskiej samoocenie, co wzbudzało jeszcze większe podejrzenia jej koleżanek, czy kolegów. Tak naprawdę jednak nie potrzebowała nikogo więcej niż Finna. On ją doskonale rozumiał, w końcu oboje mieli artystyczne dusze, oboje uwielbiali historię, mogli być sobą, będąc razem. Czytelnik miał wrażenie, że te dwie postacie łączy coś znacznie większego niż przyjaźń...
Z kolei Greta, jej starsza siostra to niemalże doskonała córka. Dobrze się uczy, w czasie wolnym uczęszcza na próby teatralne. Jednak pod tą maską kryje się zagubiona dziewczyna, która radzi sobie z problemami poprzez alkohol. Niegdyś obie siostry były najlepszymi przyjaciółkami. Jednak z biegiem czasu zaczęły podkładać sobie kłody pod nogi i wręcz się nienawidzić. Czy wydarzenia ponownie je złączą?
W książce występuje narracja pierwszoosobowa. June opowiada historie związane z Finnem, wspomina go. Z tego właściwie składa się cała lektura. Z tego powodu czytelnik może nieraz się zanudzić. Często miałam chęć ominięcia kilku stron, aby przejść do ciekawszych momentów, lecz akcja w tej całej pozycji nie jest wartka.
Miałam cały czas niemiłe wrażenie... jakby ta opowieść była... taka niesmaczna. Więź Finna z June była z pewnością bardzo intymna i chyba nie do końca czułam się dobrze, naruszając jej teren. Bowiem ta czternastoletnia dziewczynka, jak się przyznała, zakochała się w swoim wujku, dlatego tyle czasu z nim spędzała. Zastanawiała się, co by było, gdyby pocałowała go, wyobrażała sobie to. W dodatku potem zaczęła popijać, palić papierosy, uciekać z domu i nie przyniosło to żadnego morału. Carol Rifka Brunt ukazał używki jako zwykłość u nastolatków, lecz nie jako coś złego - tak przynajmniej mnie się zdawało.
Zabierając się za tę książkę, myślałam, że może być ciekawa ze względu na temat śmierci, czy AIDS. Byłam bardzo zaintrygowana uczuciami bliskich takiej osoby, takiej psychologicznej części utraty bliskiego, a także przebiegu choroby. Tu niestety się zawiodłam, gdyż o AIDS dowiedziałam się tyle, że na nie się umiera - oczywista oczywistość - oraz że czuje się tęsknotę po takiej osobie.
O czym jeszcze warto wspomnieć to fakt, iż akcja dzieje się w roku 1987. Jednak w książce nie znajdziemy żadnych śladów wskazujących na to. Jeśliby nie początkowe powiadomienie o tym, mogłabym myśleć, że jest to XXI wiek. Myślę, że tu Carol Rifka Brunt mogła bardziej skupić się na świecie przedstawionym.
Ze względu na to, że Powiedz wilkom, że jestem w domu opowiada o śmierci, o tęsknocie, chorobie, pozycja powinna być  przepełniona emocjami. Ja jedynie odczułam nostalgię, która rzeczywiście towarzyszyła mi od początku do końca lektury. Jednak szkoda, że treść mnie nie poruszyła, nie było tej magicznej iskierki wrażliwości...

Nie da się ukryć mego zawodu nad tym tytułem. Choć bohaterzy są oryginalni, to mam wrażenie, że po prostu zbyt dziwaczni, sztuczni. Klimat wspomnień opowiadanych przez June jest nostalgiczny, lecz niestety nie poczułam żadnych silniejszych emocji. Świat przedstawiony nie jest zbytnio rozwinięty. Autorka posługiwała się prostym językiem, ale za to użyła dużo opisów i było to naprawdę nużące. Za każdym razem, kiedy miałam sięgnąć i dokończyć tę lekturę, zastanawiałam się, czy może nie odłożyć jej na półkę.