niedziela, 25 września 2016

Najlepsza książka, jaką kiedykolwiek przeczytałam



Tytuł: Światło, którego nie widać
Autor: Anthony Doerr
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca
Kategoria: literatura współczesna

Ocena:  ★ ★ ★ ★

Marie-Laure mieszka wraz z ojcem w Paryżu, jako sześciolatka traci wzrok i odtąd uczy się poznawać świat przez dotyk i słuch. Pięćset kilometrów na północny wschód od Paryża w Zagłębiu Ruhry mieszka Werner Pfennig, który jako mały chłopiec stracił rodziców. Podczas jednej z zabaw Werner znajduje zepsute radio, naprawia je i wkrótce staje się ekspertem w budowaniu i naprawianiu radioodbiorników. Odtąd Werner poznaje świat, słuchając radia.
Kiedy hitlerowcy wkraczają do Paryża, dwunastoletnia Marie-Laure i  jej ojciec uciekają do miasteczka Saint-Malo w Bretanii. Werner Pfennig trafia tam kilka lat później. Służy w elitarnym oddziale żołnierzy, który zajmuje się namierzaniem wrogich transmisji radiowych. Podczas nalotu aliantów na Saint-Malo losy tej dwójki splatają się…
Anthony Doerr mistrzowsko łączy wątki sensacyjne i historyczne, ale jego powieść to przede wszystkim przejmujące studium człowieka uwikłanego w totalitaryzm. Subtelny portret dwójki niewinnych bohaterów na tle tragicznej historii XX wieku." 


           Nie pisząc tak długo, jeszcze trudniej jest wrócić do bloga. Wiedziałam, że powinnam już od kilkunastu dni do Was napisać i nawet chciałam. Jednak długo się zastanawiałam, o czym opowiedzieć. Recenzja... ale jakiej książki? W wakacje nie czytałam dużo, a jak już czytałam, to nawet nie pamiętam tego tak dokładnie, żebym mogła zrecenzować. I wtedy przypomniałam sobie o tytule, który udało mi się ukończyć na początku lata... - "Światło, którego nie widać". Od razu wiedziałam, że o tym MUSZĘ WAM NAPISAĆ. Jest to książka, którą z całą pewnością zapamiętam na dłuższy czas, a to, że mogę ją komuś polecić i być może ktoś jeszcze za nią także się zabierze, napawa mnie szczęściem, bo jest to z pewnością lektura godna polecenia każdemu.
            Wypożyczając tę pozycję, nieco przeraziła mnie jej obszerność. Poza tym nie mam w zwyczaju czytać lektur należących do powieści historycznych.
           Marie-Laure, sześcioletnia paryżanka straciła wzrok. Mieszka wraz z ojcem, który pomaga jej w codziennym życiu, oswajaniu się z problemem oraz posługiwaniu się innymi zmysłami. Natomiast Werner Pfennig mieszka w niemieckim domu dziecka. Kiedy znalazł zepsute radio, chłopiec naprawił je. Od tej pory te odbiorniki stały się jego pasją. Sześć lat później paryska rodzina z powodu wybuchu wojny została zmuszona przenieść się do małego, urokliwego miasteczka Saint-Malo w Bretanii. Z kolei Werner  w tym samym czasie zajmuje się namierzaniem wrogich transmisji radiowych. I tak właśnie dochodzi do spotkania...
             Doerr sprawił, że nie tylko polubiłam obu bohaterów, lecz ich pokochałam, zwłaszcza Marie-Laure! Ich trudne dzieciństwo wzbudziło we mnie głębokie współczucie. Nawet mimo postępowania Wernera, wiedziałam, że jest dobrym człowiekiem, tylko to, co zrobiła z nim wojna... Obie postacie mają w sobie mnóstwo siły i odwagi. Na pewno też nie można o nich powiedzieć, że są papierowi, bądź tacy, jak każde inne.
1. Książki z wątkami historycznymi nie są nudne! Dwa miesiące temu jeszcze nie uwierzyłabym, że w ogóle takie coś przeczytam. Jeżeli nie przemówił do Ciebie Sienkiewicz, to tak, są też inni autorzy piszący o historii. I tak, piszą ciekawiej. Oczywiście z pełnym szacunkiem do Pana Sienkiewicza, jednak ja za jego pozycjami nie przepadam. 
2. Po drugie: To, że książka jest historyczna, może oznaczać równie dobrze to, że tej historii jest niewiele. Czytamy o najważniejszych wydarzeniach w tamtych czasach, kulturze, czy życiu codziennym, ale oprócz tego występują wątki miłosne, życie rodziny, wątek choroby.
3. To, że czas jest umiejscowiony w  przeszłości, nie znaczy, że język musi i na pewno będzie stylizowany na starodawny. Autor może pisać z perspektywy czasu, opowiadać dawne zdarzenia, siedząc na kanapie przed telewizorem.
4. Po czwarte i najważniejsze, nie odrzucaj książki tylko i wyłącznie dlatego, że jest ona o historii. Możliwe, że nie tylko spędzisz miło czas przy jej lekturze, lecz i pochłoniesz wiedzę.
             Książka została podzielona na rozdziały opowiadające na przemian historię Marie-Laure albo młodego Wernera. Dodatkowo raz się cofaliśmy w czasie, a raz przeskakiwaliśmy do końca wojny. Na szczęście, jakby mogło się zdawać, nie jest to w żaden sposób chaotyczne, lecz należy odrobinę myśleć, aby połączyć skutki z konsekwencjami. Niejednokrotnie wracałam do pierwszych stron rozdziałów, aby przypomnieć sobie, dokąd i do którego momentu teraz się przeniosłam.
              Atmosfera powieści jest niepowtarzalna! Autor przypomniał nam rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat i życie codzienne ludzi mieszkających w Europie w czasie drugiej wojny światowej. Muszę przyznać, że wcale nie było to tak, jak sobie wcześniej wyobrażałam i na pewno teraz wiem, w jaki sposób taki konflikt zbrojny wpływa na ludność cywilną.
            Historia ukazana na kartach Światła, którego nie widać przejęła mnie do reszty. Nie tylko czytałam tę pozycję, lecz przeniosłam się do czasów głównych bohaterów - do urokliwego miasteczka w Bretanii albo do niemieckiego domu dziecka. Losy postaci potrafiły mną wstrząsnąć, ale też wzruszyć.


Światło, którego nie widać stało się moją ulubioną książką i jestem pewna, że będę do niej wracała. Muszę dodać, że przeczytałam ją ja - szesnastolatka, później z mojego polecenia mama, babcia, ciocia, a w kolejce jest jeszcze dziadek. Uważam, iż jest to pozycja ponadczasowa i godna polecenia każdemu. Kolejnym atutem, który może zachęcić do lektury jest nagroda Pulitzera oraz tytuł Książka Roku czytelników lubimyczytac.pl, którą otrzymał autor.

Otwórzcie oczy i popatrzcie na to, co możecie zobaczyć, nim zamkniecie je na zawsze.

poniedziałek, 30 maja 2016

Cud chłopak cudowną książką


Tytuł: Cud chłopak 
Autor: R. J. Palacio
Wydawnictwo: Albatros
Kategoria: literatura dziecięca
 

Ocena:  ★ ★ ★ ★

„Nie jestem zwykłym dzieckiem tylko dlatego, że nikt nie patrzy na mnie jak na zwykłe dziecko” – mówi o sobie August. I nie mija się z prawdą, bo przecież na widok „zwykłego” dziesięciolatka młodsze dzieci nie uciekają z krzykiem, a starsze i dorośli nie odwracają głowy z obrzydzeniem lub przerażeniem albo – w najlepszym wypadku – z konsternacją.
August jest inteligentnym, dowcipnych chłopcem i jego życie wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej, gdyby nie jeden zmutowany gen, z powodu którego ma zdeformowaną twarz i zanim skończył dziesięć lat, przeszedł 27 operacji. Do tej pory widział siebie oczamikochających go bezwarunkowo rodziców i siostry. Teraz, gdy idzie do szkoły – od razu do piątej klasy – przyjdzie mu się zmierzyć ze światem rówieśników i starszych uczniów, z ostracyzmem, uprzedzeniami, a czasem ze zwykłym chamstwem i podłością. Spotka się jednak również z dobrocią, przyjaźnią i wspaniałomyślnością. Kontakt z rówieśnikami odmieni Augusta. Ale czy tylko jego?

 
Ujrzawszy tę książkę na bibliotecznej półce, uznałam, że muszę ją przeczytać. Właściwie nie wiedziałam, czego miałam oczekiwać, bo choć okładkę nieco kojarzyłam, to nie miałam zielonego pojęcia o opiniach innych blogerów. Jak się okazało, Cud chłopak to powieść dla dzieci, lecz kryjąca w sobie niezwykłą historię... potrafiącą wzruszyć każdego. KAŻDEGO.
August urodził się z pewną mutacją genu. I choć liczy zaledwie dziesięć lat, ma za sobą 27 operacji. Jego twarz wygląda lepiej niż wcześniej, ale mimo to budzi strach wśród innych.  Siebie także... Ten rok będzie dla bohatera inny. Chłopiec idzie pierwszy raz do szkoły. Tam spotyka się z nienawiścią, powierzchownym podejściem, a nawet chamstwem ze strony innych dzieci i dorosłych. 

Tak na marginesie, mam na imię August. Nie powiem wam, jak wyglądam. Cokolwiek sobie wyobrażacie, w rzeczywistości jest pewnie gorzej.
 
W pierwszym rozdziale narratorem jest sam Augustus. Opowiada nam o swoich pierwszych dniach w szkole. W kolejnych częściach książki poznajemy spojrzenie z perspektyw innych postaci. Uzupełniają one treści z poprzednich rozdziałów, wzbogacają je o szczegóły oraz opisują inne zdarzenia, w których brały udział. I właśnie dzięki temu ta książka nie jest tak zupełnie dziecięca. Bo oprócz Auggiego, bohaterami oraz narratorami są osoby starsze, na przykład jego siostra. U dzieci nawet rok potrafi być ogromną przepaścią między dwoma podejściami do sytuacji. Ciekawie jest czytać o tym, jak ktoś może się czuć, jak zachowania są spowodowane jakimiś trudnymi sytuacjami, jak to wszystko wpływa na kształtowanie opinii u człowieka. Ta strona psychologiczna była dla mnie bardzo ciekawa. 
Ponadto oprócz tego, że mamy tu bardzo nietypowego, oryginalnego bohatera, to reszta postaci także nie jest zwyczajna. Choć nigdy nie można porównywać chorobę z czyimiś całkowicie przyziemnymi problemami, to każda z nich ma za sobą jakąś historię. Wbrew pozorom także nie mają łatwo.
Tak, jak w większości tytułów, po które zwykle sięgam, najważniejszą rolę pełni fabuła oraz akcja, tak w Cud chłopaku najważniejsza jest historia. Historia... która wzrusza. Nawet mnie. Serio. Jestem osobą, którą naprawdę nic nie rusza, choć... najwyraźniej nic trzeba teraz zamienić na prawie nic


Cud chłopak to mieszanka wybuchowa emocji. Opowieść o przyjaźni, miłości - siostrzanej, rodzinnej, damsko-męskiej, o chorobie, odtrąceniu przez rówieśników, sposobach patrzenia na osoby inne niż wszyscy. Wzrusza dzieci, młodzież, dorosłych. Ponadczasowa. Zachwyca swoją prostotą - opowiada o chłopcu, o roku szkolnym, o relacjach międzyludzkich, o codzienności. Ale... jest równocześnie wspaniała. Wspaniałości tej nie da się opisać, ją trzeba poczuć.


Jeśli możesz dać dowód albo swojej racji, albo dobroci, daj dowód swojej dobroci. 
 

PS W związku z moim pobytem w szpitalu posty do końca czerwca będą pojawiały się rzadziej. Przepraszam Was także za taki zastój na blogu, ale musiałam poprawić oceny końcowe :) 

czwartek, 21 kwietnia 2016

COLLEEN HOOVER W POLSCE! - Jak było w Gdyni?


Colleen Hoover - amerykańska autorka bestsellerów literatury młodzieżowej oraz obyczajowej. Jeden z tytułów jej autorstwa - Maybe Someday - otrzymał tytuł Książki Roku 2015 lubimyczytac.pl. 


11 kwietnia bieżącego roku w Gdyni odbył się Zlot fanów Moondrive, na którym gościliśmy Colleen Hoover! Na wstępie powiem, że jeszcze nie przeczytałam ani jednej książki jej pióra (teraz jestem w połowie Hopeless!). Jednak jako absolutna wielbicielka lektur wydanych nakładem pracy Wydawnictwa Otwartego, musiałam się na nim pojawić! Do tej pory nie miałam okazji uczestniczyć w podobnym wydarzeniu, ale w końcu doczekałam się!
Zgodnie z planami, spotkanie rozpoczęło się o godzinie 18:00. Ilość osób siedzących na widowni zdecydowanie przerosła moje wyobrażenia. Niektórym nawet nie udało się znaleźć miejsc siedzących.  W końcu gromkimi brawami przywitaliśmy Colleen Hoover. Pierwszą częścią zlotu był konkurs z wiedzy o pozycjach tej autorki. Można było zdobyć zestawy od Moondrive poprzez szybkie zgłoszenie się i udzielenie poprawnej odpowiedzi na pytanie. Niestety dla osoby, która jeszcze nie miała styczności z nimi, było tam mnóstwo spoilerów... Co mnie zdziwiło, pisarka sama brała udział w rozdaniach, zachowywała się bardzo naturalnie i od razu poczułam do niej sympatię. Pytania konkursowe zostały przeplecione występami wokalnymi. Piosenkarka przy akompaniamencie gitary zaśpiewała utwory Maybe Someday, I'm in Trouble, Hold On to You oraz Ugly Love. Wykonanie to nieco odbiegało od oryginału, ale ta wersja także mnie zachwyciła. Była to niespodzianka zarówno dla nas, dla uczestników wydarzenia, jak i dla samej Colleen. 
Wreszcie nadszedł czas na wywiad z autorką! Towarzyszył jej tłumacz, dzięki czemu każdy, kto nie zna angielskiego, mógł zrozumieć wypowiedzi. Pisarka zdradziła między innymi: dlaczego zrezygnowała z pracy, skąd czerpie pomysły na imiona dla bohaterów, skąd czerpie inspirację. Pozytywnie zaskoczyłam się jej ogromną pasją do pisania! Wcześniej pisała opowiadania, później książki, ale nigdy nie myślała, że je wyda. Niedługo potem zrezygnowała z pracy na rzecz zajmowania się domem, dziećmi oraz poświęcenia czasu na skrobanie. Jak wspomniała, jej życie w zasadzie jest monotonne i nudne, dlatego jej jedyną inspiracją jest nieograniczona wyobraźnia. Następnie fani mogli zadawać swoje pytania. 
Na koniec każdy miał okazję oddania swojej książki do podpisu. Na szczęście udało mi się zdobyć przedpremierowo Ugly Love i ja także stanęłam w kolejce. Zdobyłam autograf, zrobiłyśmy sobie zdjęcie. Zdradziłam autorce nawet, że nie czytałam jeszcze jej pozycji i obiecałam wreszcie się zabrać za którąś z nich, na co ona wybuchnęła szczerym śmiechem. Choć ja uwinęłam się szybko, to niektórzy stali tam aż do godziny 21:00...
Ostatnim malutkim minusikiem było to, że akurat dla mnie zabrakło już torebek z gadżetami od wydawnictwa, ale jak powiedział na początku prowadzący, w zlocie wcale przecież o to nie chodzi.



Zlot przebiegł w naprawdę świetnej atmosferze (za co dziękuję Natalii)! Myślę, że właśnie o to chodzi w takich wydarzeniach - o poznawanie nowych osób lub chociaż o przebywanie w towarzystwie o podobnych pasjach. Na same wspomnienia z minionego poniedziałku (mam na myśli oczywiście 11.04, a nie 18.04, kiedy to pisałam egzaminy gimnazjalne :p ), robi mi się miło i ciepło. Colleen Hoover zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, a spotkanie z nią zachęciło mnie do zapoznania się z jej tytułami. Dlatego trzymajcie się ciepło, bo ja zmykam po herbatkę i Hopeless

 



PS Jeśli także pisaliście w tym roku testy gimnazjalne, to w komentarzach dajcie znać, jak Wam poszło! :D