niedziela, 29 czerwca 2014

Richelle Mead "Akademia Wampirow"

 
Tytuł: Akademia Wampirów
Cykl: Akademia Wampirów - tom 1
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Kategoria: fantastyka; literatura młodzieżowa 
Ocena: ★ ★ ★ ★



 
"Bestseller “New York Timesa"!
Tylko najlepszy przyjaciel może ocalić ci życie. Zwłaszcza jeśli twój wróg jest nieśmiertelny…
Akademia wampirów to cykl powieściowy, który pokochały już miliony czytelników. Często jest porównywany ze "Zmierzchem" Stephenie Meyer.
W szkole imienia świętego Władimira  wampiry czystej krwi – moroje – uczą się posługiwać swoimi nadnaturalnymi darami, a mieszańce – dampiry – szkolą się na ich opiekunów i oddanych strażników. Posępne mury kryją jednak więcej mrocznych tajemnic, niż można by podejrzewać. Lissie Dragomir, morojce ze szlachetnego rodu, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy dampirka Rose, połączona z nią telepatyczną więzią, zdoła ochronić przyjaciółkę?
Już wkrótce kolejne tomy opowiadające o tajemnicach akademii wampirów!"


"POCZUŁAM JEJ STRACH, ZANIM USŁYSZAŁAM, że krzyczy.
Koszmar, który ją dręczył, wtargnął do mojego snu. Leżałam na plaży i jakiś zabójczo przystojny mężczyzna smarował mi plecy olejkiem do opalania, kiedy nagle zaatakowały mnie obrazy kłębiące się w jej głowie: ogień, krew, swąd dymu i wrak samochodu. Zaczęłam się dusić. Na szczęście racjonalna cząstka umysłu podpowiedziała mi, że to ni jest m ó j sen."

Po serii Stephenie Meyer pt. "Zmierzch" zaczęło powstawać coraz to więcej książek o tematyce wampirów lub wilkołaków. Przypominało to wyścig szczurów. Teraz autorzy już nieco zwolnili, choć nadal publikują pozycje o takich stworzeniach. Ich przykładem może być chociażby "Akademia Wampirów" Richelle Mead, która zyskała popularność właściwie dzięki jej ekranizacji. Zarówno książka, jak i film cieszą się pozytywnymi opiniami. Autorka ma za sobą aż 6 tomów tej serii oraz napisany przedtem cykl "Czarna łabędzica" - o równie ładnych notach, co recenzowana pozycja. I oto w ręce wpadł mi egzemplarz owej "Akademii Wampirów".
Jak wiadomo, wbrew przysłowiu "Nie oceniaj książki po okładce", my, mole książkowe, mamy tak, że jednak na nią patrzymy. Uwielbiamy spędzać czas w bibliotekach, księgarniach wśród wielu nowości, nie-nowości i jedynym sposobem na wybranie pozycji, zakładając, że wkraczam przez próg drzwi nie mając żadnych planów, jest najpierw obejrzenie okładki, a dopiero potem przeczytanie opisu. W tym przypadku myślę, że jednak nie skusiłabym się na lekturę "Akademii Wampirów". Po pierwsze, nienawidzę, nienawidzę okładek filmowych. Po drugie, oglądałam ekranizację i naprawdę uważam, że jakakolwiek scena z niego w normalnych, kolorowych barwach prezentowałaby się o niebo lepiej niż różowo-fioletowe tło. Już nie wspominając o aktorkach, na których korektę programów graficznych można zauważyć gołym okiem.
Rose oraz Lissa przekroczyły próg Akademii imienia świętego Władimira. To tam uczą się tego, jak walczyć ze strzygami, jak panować nad swoimi mocami, czy nawet historii innych wampirów. Okazuje się jednak, że za murami budynku wcale nie są bezpieczne. W szkole następuje szereg potwornych wydarzeń dotykających przyjaciółek. Zdechły, cały zakrwawiony lis to tylko jedno z nich. W dodatku dowiadują się o tajemnicach, które muszą odkryć, aby dowiedzieć się o sobie prawdy.
Całe szczęście, Richelle Mead okazała się być bardziej oryginalną autorką książek niż niektóre i wprowadziła nowości w tematyce wampirów. Przede wszystkim po raz pierwszy usłyszałam o podziale tych istot. Otóż wyróżnia się moroje, czyli wampiry o czystej krwi, posiadające magiczną moc panowania nad którymś z żywiołów, dampiry - uczą się walki i obrony w celu zostania strażnikiem, o mieszanej krwi, i ostatni, strzygi - charakteryzują się nadnaturalną siłą, ale także i brakiem sumienia, zabijają ludzi i morojów, w dodatku czerpiąc z tego przyjemność, mogą także przemienić resztę wampirów w strzygi, dlatego ci walczą z nimi. Warto też wspomnieć o słońcu - przecież każdy wampir nienawidzi słońca. Zdaniem Richelle Mead, owszem, nienawidzą promieni słonecznych, ale nie umierają z powodu ich nadmiaru, a także w żadnym wypadku nie błyszczą przy świetle.
Natomiast, co do fabuły, autorka nie poradziła sobie już tak dobrze. Totalnie nie poradziła sobie z budową napięcia oraz jakichkolwiek uczuć. Czytając, po prostu czytałam - zero śmiechu, łez, przerażenia, lęku. Czytałam, żeby przeczytać i koniec. A szkoda, bo w akademii naprawdę wydarzyło się wiele. Było wiele komplikacji oraz intryg. Żałuję także, że książka została zakończona w takim momencie, kiedy właściwie wszystko zostało wyjaśnione, co wcale nie zachęca mnie do lektury drugiej części. 
Postacie również nie wywołały u mnie żadnych silniejszych emocji, czy tym bardziej więzi. Rose to brutalna, agresywna mistrzyni ciętej riposty o zbyt wysokiej samoocenie. Jej zadaniem jest opieka nad Lissą, która zaś jest spokojną oraz rozważną dziewczyną. Podobno przeciwieństwa się przyciągają - przynajmniej w tym przypadku zasada ta mówi prawdę. Rose, jako narratorka (narracja pierwszoosobowa) opowiada nam o jej znajomych oraz o życiu szkolnym, dzięki czemu mamy okazję poznać także i wiele innych postaci drugoplanowych.
Zresztą, mam wrażenie, jakby każdemu bohaterowi chodziło o jedno, a konkretniej mówiąc o: stosunek. Rose pragnęła zaliczyć jak najwięcej, no i nie ona sama. Do tego często spotykała się z wyzwiskami oskarżającymi ją o prostytucję, a także równocześnie otrzymała wiele "propozycji". Może nie powinnam tego mówić (pisać), ale właśnie po tym rozpoznałam, że Richelle Mead pochodzi z Ameryki.
Uwagę moją przykuła również i nadmierna ilość przekleństw. Jestem w stanie tolerować parę wulgaryzmów, jednak gdy chodzi już o taką liczbę, jaka występuje w "Akademii Wampirów", odczuwam niesmak. Rozumiem także, że czasem stosuje się je w celu podkreślenia emocji bohaterów, ale w większości przypadków tu akurat nie pełniły takowej roli. Poza tym nie spodobało mi się połączenie wampirów i religii. Otóż istoty te chodziły tak jak my, ludzie, do kościoła a na kazaniach mówiono o świętym Władimirze (oczywiście takowy nie istnieje). Jestem osobą wierzącą i nie przepadam za takimi połączeniami.

"Akademia Wampirów" to książka z pewnością dla nastolatek poszukujących czegoś lekkiego i niewymagającego - słowem, lektury na lato. Nazwałabym to takim "wakacyjnym ogłupiaczem", robiącym wodę z mózgów. Cóż, zawsze wychodzę z założenia, że i tak lepiej jest czytać cokolwiek, niż nic, niż oglądać telewizję.
Mnie osobiście nie przypadła do gustu i nawet nie mam ochoty na kolejną część.  Jedynym plusem tej pozycji jest to, że rzeczywiście, przy niej nie da się nudzić, jest wiele intryg. 

Wiem, że wielu osobom "Akademia Wampirów" przypadła do gustu. A co Ty o niej sądzisz?