poniedziałek, 31 marca 2014

Lucy Maud Montgomery "Blękitny Zamek"

 
Tytuł: Błękitny Zamek
Autor: Lucy Maud Montgomery
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Kategoria: romans, literatura kobieca
Ocena: ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★ ✰ ✰













"- Każdy ma swój Błękitny Zamek, tak mi się wydaje - powiedziała Cesia cichutko. - Tylko, że każdy nazywa go inaczej."

"Jeśli potrafisz spędzić z kimś pół godziny w zupełnym milczeniu i nie czuć przy tym wcale skrępowania, ty i osoba ta możecie zostać przyjaciółmi."

">>Podoba mi się człowiek, którego oczy mówią więcej niż wargi<< pomyślała Joanna."

"Nadzieja czyni nas niewolnikiem, rozpacz – wolnym człowiekiem."

Lucy Maud Montgomery chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Za jej twórczością przepadam od dziecięcych lat. Sięgając po tę książkę, nie wiedziałam czego się spodziewać po niej - choć miałam pozytywne do niej nastawienie, nie miałam zielonego pojęcia, o czym ona opowiada. Od dłuższego czasu leżała u mnie na półce. Wreszcie zdecydowałam się za nią zabrać. Za ten mocno zniszczony egzemplarz z 1985 roku, silnie pachnący... papierem. Uwielbiam ten zapach!
Joanna ma dwadzieścia-dziewięć lat i wciąż poszukuje męża. Nie szczyci się pięknością, ma mnóstwo kompleksów i zmartwień. Nadal mieszka z rodziną we wspólnym domu. Tam musi przestrzegać ich zasad - musi pytać o pozwolenia nawet o kichnięcie, ma zakaz czytania powieści, które tak bardzo lubiła! - wytrzymywać z nimi, słuchać ich i tych "niezwykle zabawnych" żartów wuja Beniamina...
Błękitny Zamek to miejsce idealne. Tam czuje się w pełni szczęśliwa. Ma tam nawet narzeczonego. Szkoda jednak, że do tej pory, istniał ten budynek tylko w jej wyobraźni... Pewnego dnia kobieta dowiaduje się, że jest ciężko chora oraz że za maksymalnie rok, umrze. Od tamtej chwili, Joanna postanawia żyć inaczej niż wcześniej, być szczęśliwa i wolna. "Ale to dopiero początek drogi, która prowadzi Joannę do Błękitnego Zamku z jej marzeń..."
Joanna to postać dynamiczna. Przez dwadzieścia-dziewięć lat znosiła z pokorą członków swej rodziny. Była cichą osobą. Nie potrafiła nikomu się sprzeciwić. Bała się ludzi i posiadania własnego zdania. Pewnego dnia dowiedziała się jednak o swej chorobie. Od tamtej pory zaczęła czerpać z życia samo szczęście. Wreszcie potrafi przyznać się do posiadania odmiennej opinii, potrafi się sprzeciwić. Pokazała wszystkim, jaka naprawdę jest.
Natomiast jej rodzina jest... nieznośna. Każdy wiedział lepiej niż sama Joanna, co ma ona robić. Każdy miał inną, lepszą od drugiej poradę. Nieśmieszne żarty wuja, ciotki-plotki, nieznoszące sprzeciwu rozkazy mamy... I jak tu z nimi wytrzymać?!
Dzięki wtrącanym żartom wujka Joanny, powieść przybrała zabawny charakter. I taka też była. Często zdarzało się mi uśmiechnąć, pośmiać. Można było jednak znaleźć w niej mnóstwo głębokich, lekko filozoficznych i jakże pięknych cytatów. Za to uwielbiam właśnie tę lekturę! Jest lekka, idealna na wieczory. Napawa optymizmem. Dodaje energii do działania. Rozwesela. Doskonała rozrywka na poprawę humoru.

"Wuj Beniamin złożył wizytę prawdopodobnie po to, by oznajmić wszystkim, że jest gorąco, i by zapytać, jaka jest różnica między słoniem i fortepianem. Ciotka Tekla była na tyle nietaktowna, że pozwoliła sobie od razu na odpowiedź: >>taka, że fortepian można zasłonić, a słonia nie można zafortepianić<<, co wprawiło wuja Beniamina w zły humor."

Choć było takich momentów niewiele, to zdarzały się taki, przy których akcja nabierała tempa. Takie chwile zazwyczaj poprzedzały opisy sytuacji, które zniszczyły, niestety, ten czas grozy. Zbyt wiele spraw wyjaśniały, po których można się było domyślić, co też się wydarzy. Kolejnym mankamentem, ale nad którym najbardziej ubolewam, jest długość powieści. Nie naczytałam się zbyt wiele, lekko ponad 100 stron... Cale szczęście, spędziłam z nimi mile czas.


Gdybym miała opisać "Błękitny Zamek" jednym słowem, użyłabym zapewne tego: rewelacja! Książka ta to wspaniała bajka dla dorosłych. Choć właściwie nie posiada nic niezwykłego oprócz historii, która sama w sobie jest cudowna, jest piękna. Jednak fabuła nie jest zbytnio interesująca. Niewiele się dzieje. Zapowiadało się na niby kolejne romansidło, jakich wiele. A jednak, ta książka ma w sobie coś, co przekonało mnie, przeciwniczkę nudnych, słodkich historii miłosnych o dwójce ludzi poszukujących tej jedynej osoby.