poniedziałek, 24 marca 2014

Stephenie Meyer "Intruz'

Tytuł: Intruz
Autor: Stephenie Meyer
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Kategoria: fantastyka, romans
Ocena: ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★













 
"Świat został opanowany przez niewidzialnego wroga. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich normalne życie. Jedną z ostatnich niezasiedlonych, wolnych istot ludzkich jest Melanie. Wpada jednak w ręce wroga, a w jej ciele zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Intruz bada myśli poprzedniej właścicielki ciała w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów..."

"Jak myślisz, o co może chodzić?Wiesz tyle samo co ja.
Ale ty jesteś człowiekiem. Myślałam, że masz intuicję czy coś w tym rodzaju.
Intuicję? Intuicja podpowiada mi, że nie znamy tego miejsca tak dobrze, jak nam się wydaje."

"Wydaje mi się, że są takie rzeczy, które nigdy nie umrą."

Znowu za sprawą namów, przeczytałam książkę. Tym razem jednak zrobiłam to z czystą przyjemnością, gdyż takie właśnie uczucie towarzyszyło mi przy lekturze.
Przyszłość. Świat opanowały dusze, wszczepione w ludzkie ciała. Niewielu ludzi pozostało niezasiedlonych. Paroma z ostatnich jest Melanie, w której umieszczono Wagabundę. Intruz bada myśli poprzedniej właścicielki ciała i odszukuje informacji o jej najbliższych. Po pewnym czasie umysł Melanie sam podsuwa wspomnienia z poprzedniego życia. Dotyczą one przede wszystkim Jareda, który powinien być jej wrogiem oraz innych rebeliantów. Wkrótce potem Wagabunda odczuwa tęsknotę za nimi i odmawia posłuszeństwa reszcie dusz. Postanawia wybrać się w poszukiwania, pragnie ich odnaleźć. Podczas podróży Melanie i Wagabunda stają się sojuszniczkami. W końcu wybrały się w wędrówkę za osobami, które obie kochają.
Ludzie przedstawieni się jako straszne istoty. W ich gazetach można przeczytać o kolejnych zdradach, morderstwach i innych  okropieństwach. Nic dziwnego... "jesteśmy tylko ludźmi".
Dlatego też w ich ciała wszczepiono dusze. Nie potrafią one kłamać, zabijać i robić niczego, co zaszkodziłoby innej istocie. Brzydzą się takimi uczuciami jak gniew, złość, nienawiść, wściekłość.
W przypadku Wagabundy było jednak trochę inaczej. Melanie nie umarła, choć powinna. Po wszczepieniu, w jednym ciele żyły dwie istoty. Z pewnością było to dla nich trudne.  Wagabunda była intruzem w czyimś ciele. Przez to niejednokrotnie doszło do kłótni pomiędzy dwoma kobietami, mimo natury dusz.
Tematyka książki jest trudna, choć także oryginalna.  Wiele razy musiałam się zastanowić na światem przedstawionym. Z początku wydawał się być dla mnie czarną magią. Jednakże treść lektury zmusza do refleksji dotyczących naszego postępowania, rozróżniania dobra od zła, przyszłości, miłości. Nie zabrakło tu przemyśleń głównych bohaterów w sprawie tych kwestii. Refleksje Wagabundy nie można porównać do głupiutkich, dziecinnych, banalnych rozważań Belli. Te były dojrzałe i rzeczywiście, miały kwintesencję.
"Intruz" pokazał mi inną stronę świata, mimo, że akcja jest w przyszłości, moje pytania i myśli dotyczyły teraźniejszości. Uświadomiłam sobie, jak ważne jest poprawne zachowanie, że powinnam pełnić dobre uczynki i pamiętać, że nie jestem sama, dążyć do idealizmu, który prezentowały dusze.
Książka została napisana prostym językiem, krótkimi zdaniami, co nadało dynamiczności. Jakość treści może i mnie zaskoczyła, jednak lekturę przeczytałam jednym tchem. Spodobały mi się dialogi, które Stephenie Meyer wystylizowała na na przykład gwarę ludową. Zachwyciły mnie również kłótnie Wagabundy oraz Melanie. Było to coś odmiennego od zwykłych rozmów. Dwie osoby w jednym ciele, porozumiewające się ze sobą, słyszące siebie prawie przez cały czas... Coś niespotykanego, interesującego. Szkoda tylko, że wypowiedzi bohaterów nie zostały od siebie oddzielone. Trudno było zrozumieć, kto, co aktualnie mówi.
Nie jestem fanką scen romantycznych. Ich tu również nie zabrakło. Właściwie to cała książka opowiada o potędze miłości. Jednak przedstawiona w "Intruzie" adoracja nie jest jak w większości przypadkach przesłodzona. Właściwie było wręcz przeciwnie. Uczucie to zostało pokazane z drugiej strony. Autorka uświadamia czytelnika, że wiąże się ona oprócz z rozkoszą, namiętnością, pocałunkami,  z walką o nią, ze zmartwieniami, łzami, że trzeba ją pielęgnować i wzmacniać. Tak jest i w realiach. Całe szczęście, zresztą, że poza takimi wątkami, występowały i takie, w których wstrzymywałam oddech. Niestety, ale zadziwiającą i nieprzewidywalną fabułę popsuły nazwy rozdziałów. Niektóre z nich zdradziły mi zbliżające się wydarzenia.


Zgadzam się z opinią większości, iż "Intruz" to naprawdę dobra książka. Oryginalny pomysł, a także ciekawe jego wykorzystanie, intrygująca fabuła, trzymająca w napięciu. Mimo pewnych niewielkich potknięć, jestem pewna, że tę pozycję mogę zachwalić i śmiało polecić. Książce przydzielam dziewięć gwiazdek. "Intruz" to udana  mieszanka science-fiction i paranormal-romance.


A co Ty sądzisz o tej książce? Z chęcią poznam Wasze opinie również na temat pozostałych książek autorstwa Stephenie  Meyer.